medytacje

Czego dowiesz się z dzisiejszego artykułu?

  • Wnioski po niespełna dziewięciu miesiącach regularnych medytacji
  • Jak bardzo walczyłam z tym, co działało 🙂
  • Od jakiej aplikacji zaczęłam swoją przygodę z medytacjami?
  • Jak z niej korzystam, dlaczego i jak często?
  • Inne aplikacje?
  • Mój sposób na bezsenność 🙂

Będę dużo pisać o aplikacji Calm, dlatego na wstępie uprzedzam: żaden z linków umieszczonych w artykule nie jest afiliacyjny. Polecam tą aplikację, bo ją znam, „u mnie działa” i tyle 😉

Cytując z artykułu „Od nowa”:

W swojej walce próbowałam dosłownie wszystkiego, co mogło mi pomóc. W tym zrobiłam kolejne podejście do medytacji… Pomysł podsunęła mi Asia z bloga Żyć szczęśliwie. (…)

Przyznam, że w przypadku medytacji próbowałam już w latach wcześniejszych. Pewnie więcej niż raz. Zawsze miałam dość sceptyczne podejście – jak siedzenie i niemyślenie może mi pomóc?

Tym razem nie było inaczej. To znaczy podeszłam do tematu poważnie. Zainstalowałam sobie aplikację Calm (polecam!) oraz rozpoczęłam lekturę „Życie, piękna katastrofa. Mądrością ciała i umysłu możesz pokonać stres, choroby i ból”, Jon Kabatt-Zinn’a. Naprawdę miałam wiele dowodów i argumentów, że medytacje działają. Zaczęłam praktykować.

Wytrzymałam dzień? Dwa? Trzy? I znowu mój genialny umysł zaczął „marudzić”: „To nie działa! To bez sensu! To strata czasu!”. Olałam. Dzień. Dwa. Trzy. -> Bóle głowy się nasilały. Kolejny atak migreny. Znowu motywacja, by usiąść, pomedytować. „Ale to zbieg okoliczności! Przeszłoby bez medytacji!” – oponował mózg. Przerywałam, odczuwałam skutki i wracałam do medytacji 😉 Bardzo szybko byłam w stanie określić co działa czy nie działa. Na sobie.

Mam wrażenie (niemal pewność), że gdyby nie te wszystkie symptomy, które dopadały mnie, kiedy przerwałam medytacje – nie wytrwałabym. Minęło naprawdę sporo czasu zanim sama zaczęłam dostrzegać pozytywny wpływ medytacji na moje życie (poza wyciszaniem fizycznych symptomów).

Byłam baaaardzo sceptyczna. W zasadzie wszystko, co przeczytałam w początkowym okresie po wypadku, na temat medytacji, było próbą znalezienia naukowego wyjaśnienia, dlaczego to w ogóle działa (!?). Mimo, że sama odczuwałam, że działa – ciągle próbowałam to zrozumieć, podważyć.

Wyobrażacie to sobie? Działa, ale ja nie przyjmę, że działa. Muszę mieć jakieś podstawy by uważać, że to działa. W zasadzie większość tego roku to dla mnie jedna wielka walka z umysłem, który często próbuje zwieść mnie na manowce (i to mając konkretne argumenty za swoim stanowiskiem!).

Asia z bloga Żyć Szczęśliwie, już dawno namawiała mnie do spróbowania medytacji. Opisywała jej pozytywne skutki. Jednak dopiero wypadek zmobilizował mnie by spróbować naprawdę. Próbowałam wtedy wszystkiego, co dawało najmniejsze szanse na polepszenie mojego stanu. Oczywiście w momentach, gdy nie spałam bądź nie chciałam przyśpieszyć czasu, by ten dzień się skończył…

Bardzo identyfikowałam się z historią Asi opisaną w artykule „Moja przygoda z medytacją”. Dodatkowo, znając ją wiem, że jest autentyczna. Kiedy ją poznałam rzeczywiście działała na pełnych obrotach 😉

„Lubiłam żyć intensywnie. Mieć wiele spraw i obowiązków. Nie umiałam przestać. Nowe kursy, szkolenia wszędzie musiało mnie być pełno, a najpiękniejsze dni to te, które były zaplanowane co do minuty. Nie umiałam odpoczywać. Moim odpoczynkiem był tylko sen, ograniczany mocno ze względu na narzucane przez samą siebie obowiązki.”

~ z bloga Żyć szczęśliwie

Jakbym czytała o sobie…

Aplikacja Calm

Nie byłabym sobą, gdybym na starcie nie próbowała znaleźć aplikacji, która poprowadzi mnie przez proces medytacji. Zainstalowałam kilka z nich, ale tak naprawdę od razu zakochałam się w Calm i do reszty chyba nawet wtedy nie zaglądałam 😉

Pisząc ten artykuł odkryłam, że aplikacja ma również swoją wersję webową. Więc możecie dosłownie podejrzeć, jak wygląda. Osobiście używam wersji mobilnej.

Sama korzystam z:

  • Daily Calm – codziennie inny temat 10-minutowej medytacji; od tego zaczynam dzień.
  • Programów tematycznych, z których na start zdecydowanie polecam „7 Days of Calm” czy też „21 Days of Calm”. Znajdziesz tam też lekcje skupione na określonych tematach jak: walka ze stresem, walka z lękiem, dbanie o wewnętrzny spokój, emocje i wiele, wiele innych.
  • Muzyki – dzień zaczynam od utworów w sekcji Relax (uwielbiam <3); kiedy w pracy mam mega problem ze skupieniem (zdarza się, ostatnio dużo siedzę w teorii) – słucham utworów z kategorii Focus (i zawsze jestem pod wrażeniem, jak skutecznie działają!); czasem przed snem puszczam sobie również Lullabies 😀
  • Najmniej korzystam z Sleep Stories – ale dla zainteresowanych posłuchaniem czegoś miłego przed snem, daję znać, że istnieją 😉 Dodatkowo znajdziecie tam ASMR.

Przykładowe Daily Calm:

Jak coś to my ustawiamy dźwięki w tle medytacji 😉

Na koniec każdej medytacji pojawia się pewien cytat. Wiele z nich udostępniam od miesięcy w swoich Insta Stories. Dodatkowo przypięłam je do profilu.

Plus: od niedawna udostępniam je równolegle w relacjach Fanpage’a bloga Nettelog.

Także możecie mniej więcej zobaczyć, czego się spodziewać w ramach lekcji.

Spytacie, dlaczego zaczynam akurat od opisu aplikacji?

Bo w zasadzie to z niej nauczyłam się medytować. To dzięki niej stawiałam pierwsze kroki na tej drodze. A w zasadzie to nawet większość kroków. Treści samych lekcji nauczyły mnie całkiem nowego podejścia do życia. Podejścia, które znacznie to życie ułatwia 😉

Jak często medytuję?

Medytować zaczęłam z początkiem kwietnia. Wydawało mi się, że wcześniej 😛 Aczkolwiek pierwsze tygodnie po wypadku zlewają mi się w jedną przespaną całość… także tak, to mógł być kwiecień.

Jak widać mam na koncie 264 sesje i prawie 47 godzin spędzonych na medytacjach.

Aktualnie medytuję min. raz dziennie (choć jak widać zdarza mi się omknąć dzień :P). Przykładowo mój grudzień (na dzień robienia screena, 18.12.):

Pojedyncza medytacja trwa ok. 10 minut.

W zasadzie każdy swój dzień zaczynam od medytacji. Nie czekam aż będą mi potrzebne. Rozpoczynając medytacjami, dzień zaczynam z całkiem innego poziomu. Z poziomu spokoju, dystansu do spraw, ludzi, zdarzeń. Z poziomu odporności na drobiazgi, z jakich składa się całe życie.  Wtedy drobiazgi rzeczywiście przestają mieć znaczenie, a problemy zauważam w połowie ich rozwiązywania lub po rozwiązaniu 😉

Działanie medytacji odczuwam najbardziej, gdy jej rano nie zrobię. Wtedy kumulacja kilku niepomyślnych elementów i byle drobiazg może doprowadzić mnie do wrzenia. Coś, co przeszłoby niezauważone innego dnia. I nie, to nie znaczy, że mam słaby dzień (też próbowałam to tak sobie tłumaczyć). Słaby dzień rozpoczęty medytacjami i tak wypada lepiej niż ten, który zaczął się cudnie, ale w którym nie znalazłam czasu by pomedytować z rana.  W słabsze dni – medytuję nawet po cztery razy dziennie (!).

Jak oceniam, że dzień jest słabszy i potrzebuję większej ilości medytacji?

Na milion sposobów 🙂

Pierwsze: gdy zaczynam ziewać xD

Nie ma nic lepszego na zmęczenie niż medytacja. Naprawdę działa lepiej niż kawa. No chyba, że dotknął Cię już problem chronicznego niedoboru snu – wtedy polecam przede wszystkim się wyspać 🙂

Drugie: gdy drobne rzeczy wytrącają mnie z równowagi.

Trzecie: gdy łapię się na „ucieczkach” od teraźniejszości…

W przeszłość (wspomnienia), przyszłość (marzenia), w „co by było, gdyby…” albo listę zadań na najbliższe dwa dni. Medytacje wracają mnie do teraźniejszości, wzmacniają uważność. To naprawdę dobrze działa.

Czwarte: natłok myśli.

Który dzięki medytacjom i uważności jestem w stanie przede wszystkim zauważyć 😉

I mogłabym tak jeszcze wymieniać… Dlatego to temat na osobny artykuł, który jeszcze się ukaże.

Inne aplikacje?

Dodam jeszcze, że mocno polecaną aplikacją jest również Waking up – ale sama chyba byłam już zbyt zakochana w Calm, kiedy po nią sięgnęłam, więc pozostałam wierna pierwszemu wyborowi.

Innych aplikacji nie próbowałam, dlatego jeśli macie ochotę na większy research, polecam zacząć od artykułów:

MEDYTACJA ONLINE: PRZEGLĄD APLIKACJI MOBILNYCH DO PRAKTYKI MINDFULNESS (CZĘŚĆ 1)

Najlepsza aplikacja do medytacji – Insight Timer

3 aplikacje, z którymi rozpoczynam dzień

NAJLEPSZE APLIKACJE, KTÓRE POMOGĄ SIĘ ZRELAKSOWAĆ

Podsumowanie

Od lat czułam, że nie radzę sobie ze stresem, że reaguję przesadnie. Dałam sobie wmówić, że taka moja natura, że może jestem przewrażliwiona? Nie dostrzegałam, że wiele z problemów zdrowotnych (i nie tylko) to nic innego jak skutki negatywnego oddziaływania stresu na mój organizm. Szukałam rozwiązań nie tam, gdzie trzeba. Leczyłam skutki, zamiast znaleźć przyczynę. Nic, nigdy, nie pomogło mi równie mocno jak medytacje i uważność.

Ku przemyśleniom pozostawię jeszcze opublikowany ostatnio tekst na IG:

Wyświetl ten post na Instagramie.

Stres zabija… Stres zabija powoli… . To nie przesada. Wiesz o tym, prawda❓ . Problem w tym, że to powiedzenie utarło się tak mocno, że prawie nikt nie odczuwa najmniejszych ciarek, gdy je słyszy. „Poza tym przecież nie da się wyeliminować stresu z naszego życia! Wszyscy się stresują. I jakoś żyją… my też przeżyjemy…” „Konsekwencje? Phi… Depresja? Wymysł XXI wieku. Bo ludziom się w głowie poprzewracało od tego dobrobytu.” <ukryta ironia> . Tylko, że skutki chronicznego stresu to nie tylko depresja, wahania nastroju, itp. Powiedziałabym więc, że depresja może przyjść jako odpowiedź na inne problemy generowane przez stres… ➡️ Zaburzenia snu. Kłopoty z zasypianiem. Bezsenność. Jakość snu, nawet jeśli zaśniesz… Chroniczne zmęczenie.. ➡️ Problemy z koncentracją, drażliwość. Drobne rzeczy mogą prowadzić do niespodziewanego wybuchu. ➡️ Nawracające bóle głowy (napięciowe, ale też migreny) ➡️ Zaburzenia rytmu serca ➡️ Tycie.. ➡️ Wysokie napięcie mięśniowe – mogące prowadzić do wielu problemów zdrowotnych ➡️ Problemy układu pokarmowego, problemy jelitowe (zespół jelita drażliwego, itp.). ➡️ Osłabiona odporność ➡️ Choroby autoimmunologiczne . Mam wymieniać dalej? . Stres zabija ☠ Bierz to na poważnie. Obniżenie jakości życia to tylko początek góry lodowej problemów, które może wygenerować pozostawanie w stanie chronicznego stresu. Jeśli wiesz, że masz z tym problem, ale walkę pozostawiasz na jakieś „później” – zastanów się dwa razy! Możesz nie zdawać sobie z ceny, jaką płacisz już teraz…😈 Trzeba o tym mówić. Trzeba o tym trąbić. Trzeba przypominać. Trzeba podjąć tą walkę. Im wcześniej, tym lepiej. #stres #streszabija #chronicznystres #stressfree #stress #dbanieosiebie #dbamosiebie #zdrowiepsychiczne #zmęczeniepsychiczne #zmęczenie #bezsenność #ibs #zjd

Post udostępniony przez Żaneta Jażdżyk (@zjazdzyk)

Masz do mnie jakieś pytania w temacie medytacji? A może chciałbyś podzielić się własnym doświadczeniem? Jeśli tak – śmiało dawaj znać w komentarzu!

Ciąg dalszy nastąpi 🙂

P.S. O pozytywnym wpływie medytacji na moje życie (z praktycznymi przykładami) będę jeszcze pisać. Zainspirowana jednak niedawną rozmową na Facebooku, zdradzę mój sposób na bezsenność:

Medytacje 🙂

Zaskakujące, co? 😀 Każdy dzień rozpoczynam i kończę medytacjami. Kończę dowolną medytacją, ale przeszłam też program „7 Days of Sleep” w aplikacji Calm, który jest poświęcony właśnie tematowi zasypiania. Stosuję się do zawartej tam wiedzy 🙂

Dodatkowo, jeśli rzeczywiście miałam mega ciężki dzień i dosłownie muszę walczyć o sen, nawet po medytacjach, korzystam ze skanowania ciała. Czasem z programem „Deep Sleep” z Calm, a czasem po prostu stosując się do tego, czego się nauczyłam medytując z aplikacją Calm czy z książki „Życie, piękna katastrofa. Mądrością ciała i umysłu możesz pokonać stres, choroby i ból”, Jon Kabatt-Zinn’a (o której również już Wam wspominałam).

Tematowi bezsenności poświęcę jeszcze oddzielny artykuł kiedyś. Ale dwa powyższe sposoby to dla mnie najlepszy komplet na sen 🙂