Artykuł dedykowany osobom, które wykorzystują (bądź rozważają wykorzystanie) Google Analytics do analizowania ruchu na ich stronie. Piszę go z punktu widzenia blogera i bloga, ale prawie każde wyrażenie „blog” w artykule mogłoby się odnosić do strony.

W poprzednim wpisie nt. Google Analytics (Google Analytics – zakładanie konta, podpięcie pod WordPress, darmowe kursy i materiały) wspominałam, że wprowadziłam pewną modyfikację współczynnika odrzuceń i podzielę się jego efektami, gdy zbiorę już odpowiednią ilość danych do analizy. Ten dzień nadszedł. Zapraszam do opisu konkretnego przypadku modyfikacji współczynnika odrzuceń na blogu.

O czym możesz przeczytać w niniejszym artykule?

  • Czym jest i jak jest wyliczany współczynnik odrzuceń
  • Na czym polega modyfikacja, którą zastosowałam – schemat działania
  • Mój sposób modyfikacji – wtyczka, której użyłam
  • Efekty
  • Dlaczego uważam modyfikację współczynnika odrzuceń za dobry pomysł
  • Inne sposoby modyfikacji współczynnika odrzuceń

 

Czym jest i jak jest wyliczany współczynnik odrzuceń

Na stronie Pomocy Google Analytics możemy przeczytać:

„Współczynnik odrzuceń to odsetek sesji, podczas których użytkownik widzi tylko jedną stronę i opuszcza witrynę bez wchodzenia w interakcję z nią.”

Załóżmy taką sytuację: użytkownik wchodzi na Waszego bloga bezpośrednio do artykułu, który go zainteresował (dajmy na to, link na Facebooku). Czyta artykuł ok. 3 minuty, a następnie opuszcza stronę (bez wchodzenia w kolejne interakcje). Taka sytuacja zasila współczynnik odrzuceń. Ale czy jest to tak naprawdę odrzucenie? Jak odróżnić taką sytuację od rzeczywistego odrzucenia, które zdefiniowałabym raczej w następujący sposób: użytkownik odwiedza stronę, ale już po pierwszym zdaniu artykuł mu nie odpowiada, więc wychodzi. Nie wiem jak Was, ale dla mnie TO jest odrzucenie, a nie sam brak interakcji po spędzeniu na blogu 3 minut.

 

Na czym polega modyfikacja, którą zastosowałam – schemat działania

Zamiast czekać aż użytkownik wykona jakąś akcję, wtyczka co 10 sekund sprawdza czy dany użytkownik dalej jest na stronie (bo np. czyta artykuł). 10 sekund to wystarczający czas na zamknięcie strony, jeśli np. jest po polsku, a trafił na nią angielskojęzyczny czytelnik albo strona nas od razu odrzuca, artykuł wydaje się za długi, itd. To jest takie prawdziwe odrzucenie i na tej informacji mi zależy.

A jeśli ktoś spędzi na niej 20 sekund po czym uzna, że artykuł go jednak nie interesuje? Wtedy rzeczywiście nie zasili współczynnika odrzuceń, ale wpłynie na średni czas trwania sesji. Jednak jeśli nam bardzo zależy możemy zaostrzyć warunki dla współczynnika odrzuceń i uznać, że każdy pobyt poniżej 20, 30, 60 sekund bądź nawet 5 minut jest odrzuceniem.

 

Osobiście skupiam się w tym artykule na współczynniku odrzuceń, ale jego modyfikacja wpływa również na średni czas trwania sesji.

Rozważmy sytuację:

Użytkownik wchodzi na Twojego bloga, spędza na nim 3 minuty 12 sekund czytając artykuł, znajduje informację, której potrzebował, ale nie wchodzi w interakcje z blogiem, tylko go opuszcza.

Taka sytuacja …

… bez modyfikacji:

  • zasila współczynnik odrzuceń
  • średni czas trwania sesji wyniesie 0 min 0 sekund

… z modyfikacją:

  • nie zasili współczynnika odrzuceń
  • średni czas trwania sesji będzie dokładniejszy (np. 3 min 10 sekund, 3 minuty, itd. w zależności od zastosowanej modyfikacji)

 

Mój sposób modyfikacji – wtyczka

Do modyfikacji współczynnika odrzuceń wykorzystałam wtyczkę dla WordPress’a – Reduce Bounce Rate. Nie jest to jedyny sposób modyfikacji – o innych będziecie mogli przeczytać dalej.

Zostawiłam domyślnie ustawiony czas: 10 sekund.

A co na to Google? Według tego artykułu nie mają nic przeciwko stosowaniu tej modyfikacji.

Wtyczka daje więcej możliwości, ale osobiście skupiłam się na jej wpływie na współczynnik odrzuceń. Może kiedyś skuszę się na wykorzystanie pozostałych i opiszę efekty na blogu 🙂

 

Efekty

Myślę, że najlepiej przedstawia poniższy wykres:

współczynnik-odrzucen-przed-po-mod-tydzien

Albo w rozbiciu na dni:

współczynnik-odrzucen-przed-po-mod-dzien

Tutaj można dokładnie zauważyć moment zastosowania modyfikacji – 3.03. (a k’woli ślisłości godzina 13:00 :P).

W raporcie za luty możecie przeczytać, że mój współczynnik odrzuceń dla bloga wynosił 50,06% (opisałam również dlaczego kompletnie się tym nie przejmuje). Do momentu wprowadzenia modyfikacji (19.02.-3.03. 13:00) średni poziom współczynnika odrzuceń wynosił 53,08%, po zastosowaniu modyfikacji (4.03.-31.03.) – 6,99%. Jest różnica, prawda? (jakby wykresy niedostatecznie ją pokazywały 😉 )

Analizę skąd wynika poziom współczynnika odrzuceń w przypadku mojego bloga pozostawię na raport miesięczny z Google Analytics, który opublikuje do końca tygodnia.

 

Skupiam się na współczynniku odrzuceń, ale dla zainteresowanych tak wygląda sytuacja z średnim czasem trwania sesji:

sredni-czas-sesji-przed-po-mod-tydzien

Tutaj również widać wpływ modyfikacji.

sredni-czas-sesji-przed-po-mod-dzien

Dlaczego uważam modyfikację współczynnika odrzuceń za dobry pomysł?

Tak naprawdę nawiązywałam do tego już wcześniej, ale… W swoich działaniach promocyjnych bloga podejmujemy wiele akcji. Newslettery, linki w Social Mediach, itd. Wszystko odsyła do konkretnych artykułów. Czy zaciekawienie użytkownika tematem na tyle, że wszedł na naszego bloga, zainteresował się i przeczytał artykuł, a następnie po prostu opuścił stronę powinno zasilać współczynnik odrzuceń? Moim zdaniem nie.

 

Inne sposoby modyfikacji współczynnika odrzuceń

Temat został poruszony w ebooku, o którym pisałam w poprzednim artykule. Jest tam opisany inny sposób jego modyfikacji niż zastosowany przeze mnie. To dzięki temu ebook’owi zainteresowałam się tematem modyfikacji współczynnika i sensownością dostarczanych danych.

 

Zwracacie uwagę na współczynnik odrzuceń w swoich statystykach? Co sądzicie o zastosowanej modyfikacji?

Jeśli chcecie zastosować podaną wtyczkę i potrzebujecie pomocy przy jej instalacji albo macie jakieś wątpliwości – dawajcie znać w komentarzach. Pomogę 🙂

 

Mnie tymczasem czeka kolejna analiza danych do raportu miesięcznego (marzec), który już wkrótce pojawi się na blogu 😉 Dla zainteresowanych tematyką: poprzedni, lutowy raport.