To już niemalże tradycja, że od trzech lat świętuję ten dzień wpisem. Zastanawiałam się czy tym razem ma to sens? Akurat ostatni rok nie należał do zbyt obfitych w artykuły. Właściwie opublikowałam w tym okresie dokładnie 5 wpisów, w tym dwa urodzinowe (zeszłoroczne).

Ale może właśnie dlatego to dobry moment na publikację i opisanie co dalej?

Co znajdziecie w dzisiejszym artykule?

  • Co dalej? – moje plany dotyczące najbliższego roku na blogu
  • Trochę historii – ostatni rok, ale nie tylko
  • I trochę liczb – a’la case study – co się dzieje, gdy znikasz z bloga, Social Mediów i sieci (ten rok nie należał u mnie do aktywnych)

Co dalej?

No właśnie… niestety będzie to rok, w którym nic nie planuję w temacie tego bloga, niewiele planuję w temacie blogowania w ogóle. Chciałabym coś napisać, mam wiele tematów na liście. Ale totalnie nie widzę na to czasu. Przynajmniej na chwilę obecną. Nie chcę nic obiecywać. Mam nawet wrażenie, że dużo lepiej byłoby pisać do szuflady, a na blog wrócić z wpisami, gdy będę ich miała więcej niż jeden. A nie denerwować ludzi pojedynczymi wpisami raz do roku 😉

Oczywiście nie jest tak, że nie widzę sensu w całym tym blogowaniu i teraz na siłę usiłuję w sobie obudzić pasję. Brak mi blogowania, pod pewnymi względami brak mi siebie sprzed roku. Myślę, że zaniedbanie blogowania ma z tym sporo wspólnego.

Gdybym dostrzegała tylko minusy – musiałabym rozważyć odcięcie tego obszaru z mojego życia. Nie zamierzam go odcinać, ale musiałam go mocno ograniczyć. Niezależnie od ilości motywacji 😛

Przez długi czas szukałam motywacji poza siecią, poza blogiem. Szukałam motywacji, by wrócić do blogowania. Jednak tak naprawdę dopiero „powrót” (słaby, bo słaby, ale na NetteCode wróciłam w grudniu) doładował moje baterie, by nadal działać w tym kierunku. Taki tip, jeśli i Ty jesteś w fazie „chęci powrotu do blogowania” i myślenia „gdzie się podziała ta motywacja?”.

Nigdy nie będę żałowała tego, że założyłam bloga, że zaczęłam. Dużo zmienił w moim życiu. Na lepsze. Jeśli się nad tym zastanawiasz – spróbuj! Warto! A spróbowanie naprawdę niewiele kosztuje 😉 Jeśli o tym myślisz – przypominam, że na blogu dzieliłam się poradami w temacie blogowania w kategorii Blogowanie. W tym np. wpis: Zakładanie bloga – od strony technicznej

Trochę historii

Pierwsze 2-2,5 roku działania blogów naprawdę mocno im poświęciłam. Spędzałam multum czasu na blogowaniu – publikowaniu nowych treści, kontakcie z Czytelnikami, aktywności w Social Media, odpowiedziom na pytania zadawane przez nieznane mi wcześniej osoby. Kochałam to. Czułam się pomocna. Sami dostarczaliście mi tematów. Lista tematów na chwilę obecną jest tak długa, że przy aktualnym tempie publikacji starczyłoby mi ich na najbliższe 100 lat. Nawet publikując tydzień w tydzień miałabym o czym pisać przez najbliższe kilka lat.

Nigdy nie miałam problemów z osiąganiem zamierzonych celów w obszarze blogowania. Właściwie wszystko płynęło na fali, a ja starałam się dotrzymać kroku. W obszarze blogowania wszystko świetnie się układało. Ale życie to coś więcej.

Takie flow utrzymywałam do czerwca 2018. Ostatnią kroplą goryczy, która przepełniła czarę było wejście na Youtube. Siedziałam wtedy cały weekend w mieszkaniu, w Warszawie. Moja córeczka pojechała z tatą na wieś, pogoda za oknem była do pozazdroszczenia. A ja siedziałam zamknięta te trzy dni w mieszkaniu szlifując ostatnie rzeczy przed wejściem na Youtube…

„Moja wina – mogłam to skończyć wcześniej. Miałam tyle czasu w majówkę, którą spędziłam na wsi z rodziną. Mogłam znaleźć trochę czasu na pracę!” – tak się upominałam. Musiałam wejść na Youtube w ten weekend, tydzień później były urodziny mojej córeczki – wiedziałam, że w tygodniu będę domykać temat imprezy. Dzień wcześniej byliśmy zaproszeni na Chrzciny synka przyjaciółki. Nie mogłam też odłożyć Youtube na później – akurat zmieniałam pracę, także zapowiadał się ciężki miesiąc.

To wtedy zdałam sobie sprawę, że przesadziłam… majówka była od tego, by odpocząć. Nie tylko od pracy zawodowej. To nie był czas, który MUSIAŁAM przeznaczyć na inne cele.

Po narodzinach Zuzi tak długo cisnęłam w każdej wolnej chwili, że nie zauważyłam, kiedy stało się to moim celem życia.

A prawda jest taka, że przez większość życia tak „cisnę”. Zazwyczaj uważam to za plus. Ale tym razem mocno straciłam równowagę. Uznałam, że czas ją odzyskać.

To nie jest tak, że podjęłam wtedy decyzję: „cisnę” mniej. Ale postanowiłam skupić się nad innymi obszarami. Okres wakacyjny stwarza ku temu wspaniałą okazję 😉

Zdecydowanie mniej czasu spędzałam przed komputerem. Niemal wszystkie weekendy spędzaliśmy na wsi, gdzie zrobiliśmy sobie fajny „punkt wypadowy”. Piaskownica, hamak, leżaczek 😀

Wcześniej wiele razy chwaliłam się, że tatuś i Zuzia idą spać, a ja siadam do pracy – teraz przestałam. Tak, przez te miesiące przespałam dużo więcej godzin niż kiedykolwiek wcześniej.

Skupiłam się również nad innymi obszarami. Akurat w lipcu zmieniałam pracę, więc miałam się nad czym skupiać. W dodatku z firmy do firmy przechodziłam bez korzystania z urlopu pomiędzy. W piątek zakończyłam pracę w jednej, a w niedzielę wyjechałam na dwa dni „wdrożenia” do siedziby drugiej.

Nowa praca pochłonęła naprawdę wiele miesięcy mojego skupienia. Był to również dla mnie powrót do pracy na pełen etat – wcześniej nadal wybierałam urlop i tak naprawdę pracowałam na 4/5 etatu. Teraz nie dość, że wróciłam na pełen etat to zaliczyłam kilka wyjazdów służbowych. Gdy przychodził weekend i miałam do wyboru: blogować albo spędzić czas z rodziną – wybór był prosty.

Praca. Rodzina. Inne obszary życia. Na blogowanie po prostu nie miałam już czasu…

No tak, ale jeśli chcesz możesz znaleźć czas! To przecież tylko kwestia priorytetów i wyborów. No i właśnie to te priorytety uległy u mnie zmianie…

Jak wiecie planuję swoje cele w odcinkach 12-tygodniowych. Jednak przez baaaaardzo długi czas przesadzałam z ilością celów w temacie Blogowania – a jednocześnie był to najskuteczniejszy obszar. Od czerwca niewiele ląduje na liście moich celów w temacie Blogowania. Inne obszary ruszyły z kopyta 🙂 I niestety – podobają mi się efekty tych zmian.

Pamiętam jak po narodzinach Zuzy odcięłam wiele obszarów życia. No, może nie tyle odcięłam, ile przeszły w stan uśpienia, oczekiwania. Potem powoli zaczynałam je włączać, poczynając od blogowania.

Drugim takim momentem powinien być powrót do pracy (po urlopie macierzyńskim). Powinnam wyłączyć wszystko – skupić się na pracy zawodowej i rodzinie. A z czasem dołączać kolejne obszary. Ale ja nie chciałam… Myślę, że to z czasem spowodowało załamanie całej sieci.

Trzecim takim punktem był powrót na pełen etat, który nastąpił dla mnie w lipcu zeszłego roku (wcześniej to było średnio 4/5 etatu – nadal wybierałam urlop po powrocie z urlopu macierzyńskiego). Tutaj już choćbym nie chciała – musiałam wszystko odciąć…

Żeby nie było – lubię blogować, lubię pisać. Jednak nieco przesadziłam. Wypaliłam się. Obecność online, to wszystko zaczęło mnie po prostu męczyć… i nie do końca mam ochotę do tego wszystkiego wracać. Albo może lepiej ujęte: nie do wszystkiego mam ochotę wracać. Dlatego nic nie obiecuję i zobaczymy jak to wszystko samo się potoczy 😉

W trakcie pisania tego wpisu powstały 3 inne artykuły. Spodziewajcie się ich w najbliższych miesiącach 🙂 Nie są jakieś mega długie czy ambitne, ale mam nadzieję, że przydatne 😉

No i na koniec standardowo:

Liczby

Niestety, jak już wspomniałam, na blogu w przeciągu tego roku ukazało się równo 5 artykułów = co oznacza, że nie publikowałam częściej niż raz na 2-3 miesiące. W rzeczywistości nie publikowałam kompletnie w okresie lipiec 2018 – luty 2019 – i była to najdłuższa przerwa od czasu istnienia bloga.

A co o mojej nieobecności sądzi Google Analytics?

Kto pamięta czasy, gdy publikowałam takie raporty co miesiąc/kwartał? 😛

Przedstawiam dane za okres: 18.02.2018 – 17.02.2019

Blog zaliczył 67 274 odsłon, wygenerowanych przez 31 383 Unikalnych Użytkowników. Dla porównania w zeszłym roku było to 78 242 odsłon oraz 28 705 UU.

Jak widać wykres jest dość wyrównany. Gdybym blogowała – zastanawiałabym się, co robię nie tak. Nie publikując od czerwca – wiem co robię nie tak 🙂 I tak mnie cieszy, że zainteresowanie blogiem nie spadło bardziej drastycznie.

Czytelnicy spędzali na blogu średnio 9:07 minut. Byli to w większości nowi Czytelnicy (86,3%) w stosunku do powracających.

Nie dziwi mnie wcale źródło ruchu:

80,2% Czytelników trafiło na blog z wyszukiwarki (prawie 26 tys. UU).

Był czas, gdy walczyłam o 5% wejść z wyszukiwarki. Można by założyć, że moje treści dobrze się wypozycjonowały… prawda jest jednak taka, że po prostu nie jestem aktywna na innych kanałach. W pierwszym roku istnienia bloga z wyszukiwarek trafiło na niego 25,5% UU.

Publikę mojego bloga tworzy 56,1% mężczyzn i 43,9% kobiet przeważnie w wieku 25-34 lat (43,24%) oraz 18-24 lata (29,25%).

Fanpage bloga lubi 1086 osób.

Twitter 143 osoby.

595 osób obserwuje mój profil na Instagramie.

Niestety nigdzie na chwilę obecną nie jestem zbyt obecna. Powoli budzę się na Instagramie wykorzystując go by najzwyczajniej w świecie wrócić do Social Mediów, obudzić się. Gdzie budzę się = wrzucam coś na Insta Stories 😛 Bo na moim profilu też dawno nic nie publikowałam.

Chciałabym po prostu, żeby zaczęło mi się bardziej „chcieć”. By wróciła dawna pasja do blogowania. Mam poważny problem z MUSIEĆ, nie chcę MUSIEĆ, ja muszę CHCIEĆ.

Ten wpis chciałam napisać 🙂

Oby następny rok wypadł nieco lepiej 😉

P.S. Jakby ktoś miał jeszcze ochotę poczytać trochę moich rozkmin w temacie blogowania – na NetteCode pojawił się w grudniu podobny wpis związany z drugimi urodzinami bloga.

P.P.S. Zaktualizowałam również stronę „Co robię teraz?” – jakby ktoś był zainteresowany o co mi chodzi z tymi priorytetami i co wpadło w miejsce blogowania 🙂