Dziś nieco luźniejszy wpis. Coś zwłaszcza dla świeżo upieczonych mam albo kobiet dopiero spodziewających się dziecka.

Jak wygląda moja organizacja dnia oraz wnioski po pierwszych miesiącach z dzieckiem? 🙂

Niecałe dwa miesiące temu chwaliłam się, że nawet mając dziecko można „ogarniać”. Dobra. Można… ale nie jest to już takie proste jak w pierwszych dwóch tygodniach 😉 U nas kryzys zaczął się z 5-tym tygodniem, kiedy dopadł nas pierwszy skok rozwojowy. Wrażenia opisywałam na Fanpage’u:

To była spora zmiana i nie wróciliśmy już do poprzedniego rytmu dnia. Z 16-godzinnego snu pozostało tylko 12. Człowiek nie docenia godzin, które posiada póki ich nie straci.

A to była pierwsza z serii drastycznych zmian, które doprowadziły do następującego wniosku:

Może przesadziłam, bo każde dziecko ma inny rytm dnia. U mnie akurat rzeczywiście niewiele da się zdziałać w godzinach, gdy sama opiekuję się Zuzią. Po prostu robi bardzo krótkie drzemki, a dopiero wieczorem zasypia na dłużej. Ale z dwojga wolę ładnie przespane noce i aktywne dni niż na odwrót 😉

Swoimi sposobami na organizację również dzieliłam się na Fanpage’u już po niecałych trzech tygodniach macierzyństwa:

Tak naprawdę dalej się tego trzymam. Choć już nie planuję bloków zadań w kalendarzu tak jak opisywałam to w tych dwóch wpisach: Planowanie tygodnia z Google Calendar (video) oraz Planowanie czasu z wykorzystaniem kalendarza. Miało to sens, gdy poświęcałam pracy oraz zadaniom nieco więcej czasu oraz gdy mogłam rzeczywiście trzymać się planu. Teraz mniej zależy ode mnie, a jedyny czas, który mogłabym planować wypada w godzinach 20-00:00 i też ciężko wszystko przewidzieć.

Nadal planuje zadania z kalendarzem, ale tym, który mam w Nozbe. Po prostu staram się, by każdego kolejnego wieczoru sprawdzić „realność” planu na jutro. Jeśli widzę, że mam zaplanowane więcej niż 4h zadań – to czas od razu podjąć decyzję, co wylatuje 😉 Jeśli zrealizuje wszystkie zadania na dany dzień mam jeszcze w zanadrzu priorytety bez określonej daty. Zawsze można coś dodać, ale jeśli planujesz za dużo i skupiasz się potem na „odhaczaniu” zadań to możesz przegapić te najważniejsze.

 

Jak wygląda mój dzień?

Szablonowo, każdy kolejny dzień podobny do poprzedniego 😀

Śpię do późna, dzięki czemu moja córeczka też śpi dłużej. Jeśli wstawałabym o 6:00 wstawałaby ze mną 😛

W ciągu dnia staram się trzymać rozpisanej rutyny, na czele której wylądowało śniadanie. Jeśli mam chwile, gdy Zuzia się czymś zajmie albo śpi poświęcam je na mało istotne, ale potrzebne zadania jak sprzątanie, posiłki bądź krótkie zadania zaplanowane w Nozbe na dzisiaj. Większość czasu jednak spędzamy na jedzeniu, zabawie czy ćwiczeniach. Ogólnie w ciągu dnia staram się jej poświęcać większość uwagi. Nie potrafiłabym inaczej.

Tak mi mija czas do powrotu męża, który niestety rzadko kiedy pracuje krócej niż 10h (uroki prowadzenia własnej firmy). Po kąpieli Zuzia zapada już w dłuższą drzemkę lub opiekuje się nią tatuś, a ja mogę przystąpić do „prawdziwego działania” 🙂

Poprzedniego wieczoru wyznaczyłam swoje 3 MIT’y (Most Important Tasks), a jeden z nich oznaczyłam za kluczowy. To od niego zaczynam. Dopiero kiedy uporam się z MIT’ami realizuje kolejne zadania. Owszem, zdarza się, że muszę wybierać czy uporać się z wszystkimi MIT’ami czy w ciągu dnia pojawiły się inne pilne zadania, które koniecznie muszę dzisiaj zrealizować.

MIT’y od niedawna wspierają moje Duże Kamyki, czyli cele tygodniowe. Ich wprowadzenie to rezultat lektury „Zen to done”, którą recenzowałam ostatnio na blogu.

Mam również rozpisaną rutynę wieczorną, której staram się trzymać. W ramach niej planuję również zadania na następny dzień 😉

Zadania staram się łączyć tematycznie i wykonywać w określone dni. Dla przykładu blogowaniu poświęcam zazwyczaj poniedziałkowy wieczór, programowaniu – czwartek i sobotę (przy czym dopiero od tygodnia), finansom – wtorki, porządkom zarówno w mieszkaniu jak i w moim systemie – piątki. Największy problem mam z ekspansją spraw okołoblogowych na inne dni tygodnia 😉

Żeby nie było – odpoczynek też planuję 😛 Zajmowanie się dzieckiem to ciężka praca, a przy karmieniu ciężko się posiłkować kofeiną 😉 Na odpoczynek „blokuje” dwa dni w tygodniu. W te dni zajmuje się tylko dzieckiem oraz czynnościami, którymi chcę się zajmować a nie muszę.

Jednocześnie nie potrafię całkiem zrezygnować z siebie, swoich celów i rozwoju. Poza snem i jedzeniem to najważniejszy element utrzymania równowagi. Owszem, można wykorzystać ten czas na odpoczynek. Dla mnie takim paliwem jest jednak wiedza i działanie 😉

Już nie mówiąc o tym, że jakoś nie wyobrażam sobie powrotu do pracy po 1-1,5 roku wypadnięcia z branży. Śledzę nowinki, programuję, a lada moment planuję ogarnąć jakiś kurs. Uprzedzając pytania – kursy, kwalifikacje, które chce zdobyć zapisuje na bieżąco w Trello. Teraz pozostanie mi wybór do czego przysiąść najpierw.

No i oczywiście grupa wsparcia na Facebooku, która ruszy w najbliższy piątek będzie dla mnie niesamowitą motywacją, by dalej działać 🙂

 

Podsumowanie

… w kilku punktach:

  1. Wszystko zależy od organizacji dziecka.
  2. Plan trzeba stale dostosowywać, zmieniać i pogodzić się z tymi zmianami. Grunt to elastyczność.
  3. W tym okresie bardziej niż kiedykolwiek liczy się świadomość, że nie da się zrobić wszystkiego. Liczą się priorytety, rzeczy ważne.
  4. Ale nadal twierdzę, że warto się organizować 😉 Nawet Zwłaszcza w tym okresie.

 

Oczywiście jestem daleka od przekonywania, że każda mama musi realizować w ciągu dnia coś więcej niż opieka nad dzieckiem. Pokazuje tylko, że się da. Ja sama inaczej nie potrafię 😉

A jak u Was wyglądał/wygląda ten okres? Jak sądzicie: da się ogarniać czy nie? 😉