Tematem produktywności interesuje się od dawna, cele wyznaczam od lat. Większość z nich realizuję. Na pewno te najważniejsze dla mnie, czyli związane z rozwojem kwalifikacji zawodowych oraz rozwojem osobistym. Czemu więc zainteresowałam się tym planem? Po co zmieniać coś co działa?

Dla mnie zasada jest prosta: jeśli widzę obszar, który wymaga wsparcia – szukam rozwiązania. Działam na zasadzie: problem -> rozwiązanie zamiast „O! Jaka fajna technika! Gdzie to wpiąć u mnie?”. Wychodzę z założenia, że jeśli coś jest „fajne” to nie wystarczy. Ale może kiedyś pojawi się, w którym mi się przyda? Kto wie.

Seria nt. planowania 12-tygodniowego obejmuje następujące artykuły:
- Plan 12-tygodniowy: Informacje na start [początek serii]
- Plan 12-tygodniowy – dlaczego? (ten)
- c.d.n.

Co wymagało u mnie wsparcia?

Ilość obszarów rozwoju

Ilość obszarów, w jakich chcę się rozwijać vs. te, w których rzeczywiście rejestruję progres zmotywowały mnie do szukania nowego rozwiązania. W zasadzie nie mam problemów z osiąganiem celów. Zawodowych. Bo to na nich skupiałam się przez większość życia. Niestety odbywa/odbywało się to kosztem innych. Tak, mam poważny problem z Work-Life Balance. Skupiałam się na celach zawodowych, rozwojowych. Potem w ramach rekompensaty / wyrzutów sumienia (?) na związku, spotkaniach towarzyskich, znajomych. Potem znowu wracałam do swojej pasji i pracy.
Problemy zdrowotne? Ok, to teraz weźmiemy zdrowie na tapetę. Kompleksy? Ok, skupimy się nad tym… A teraz to mam ochotę założyć bloga… Taki długo odkładany cel. Będę dzielić się wiedza. „Ojej, ale to fajne. Chcę więcej i więcej.” – i tak blog wymknął się spod kontroli. Kilka kolejnych miesięcy wylądował jako obszar, nad którym zbyt mocno się skupiałam.

W życiu są różne obszary, o które trzeba dbać. Jeśli rozwijasz się w jednym z nich, zawsze ucierpi coś innego. Zdrowie, związek, dzieci.

Dlatego już od dłuższego czasu szukałam czegoś, co pomoże „posuwać” moje cele do przodu, ale w wielu obszarach, nie jednym. Plan 12-tygodniowy wydawał mi się dobrym rozwiązaniem.

Oczywiście w praktyce okazało się, że również tutaj nie do końca to zadziałało. Bardzo szybko pewne obszary znowu przejęły kontrolę. Głównie dlatego, że plan okazał się zbyt ambitny.

W międzyczasie na jednym z mini-kursów, które przechodziłam pojawiło się coś takiego jak piramida obszarów rozwoju. Postanowiłam ją nałożyć na własne obszary. Na szczycie pojawił się start bloga NetteCode, który miał miejsce (zgodnie z planem) 1.12.2016 r. Dalej wylądował rozwój kwalifikacji zawodowych.

Ponownie boleśnie zdałam sobie sprawę, że nie da się w równym stopniu skupiać na wszystkich obszarach, w jakich chcę się rozwijać (po raz kolejny). Mimo to, wprowadzenie planu spowodowało, że pozostałe obszary nie zostały zaniedbane. Dbałam o rozwój osobisty i poświęciłam sporo czasu uporządkowaniu finansów. Więcej czasu poświęcam dbałości o przestrzeń (czyt: porządki :P). Opieka nad dzieckiem jest poza konkursem – co mam nadzieję jest zrozumiałe 😉

W każdym tygodniu stawiam przed sobą pewne zadania, wypełniam taktyki. Zaczynam od najważniejszych obszarów, ale potem przechodzę do pozostałych. Nie jest tak, że wyrobiłam się z zadaniami z obszaru na szczycie piramidy – no to może zrobię więcej w tym obszarze? Nie. Realizuje pozostałe punkty planu 12-tygodniowego.

Kiedyś potrafiłam się zafixować właśnie na realizacji celów tylko z jednego dwóch obszarów – teraz mój rozwój jest bardziej zrównoważony.

Ktoś może powiedzieć:

„No tak, ale jeśli skupiasz się na rozwoju zawodowym to nie lepiej skupiać się na 100%? Jeśli zrealizowałaś plan na dany tydzień to nie lepiej wziąć się za plan na przyszły? I kolejny? Dołożyć sobie jeszcze?”

To właśnie zależy od Twoich priorytetów. Gdzie jest granica Twojego rozwoju zawodowego? Czy da się wiedzieć wystarczająco dużo? Przecież zawsze będzie więcej, zawsze można coś zrobić lepiej. Nikt Ci nie powie: Stop! Wiesz już wystarczająco dużo. Możesz się teraz skupić nad czymś innym. Patrz, masz rodzinę, dzieci, związek. Chyba, że już nie masz… Bo w pogoni za celami zawodowymi straciłeś wszystko.

Tak samo jak z blogowaniem. Tak naprawdę mogłabym nie odchodzić od komputera. Skupiać się tylko nad tym. Naprawdę. Zadań oraz pracy by mi nie brakło. Sama muszę postawić granicę.

Na pewno to znasz. Zawsze można być w czymś lepszym. Często bez problemu radzimy sobie z rozwojem w naszych ulubionych obszarach. Wolimy realizować zadania ponad program w obszarach, w których jesteśmy najlepsi zamiast zająć się innymi. I jest to jak najbardziej w porządku. O ile nie zaniedbujemy przy tym równie ważnych obszarów.

Przykład? Możesz być genialnym programistą, ale jeśli nie zadbasz o swoje zdrowie fizyczne czy też sposób odżywiania – za pare lat odbije się to na Tobie! Możesz programować całą noc i dzień, ale jeśli nie zapewnisz sobie odpowiedniej ilości snu, jedzenia i odpoczynku, jeśli nie określisz granicy… sam wiesz co się stanie.

W skali mikro widzimy, że poświęcamy czas na wszystko – jedzenie, sen, pracę, rozwój. Ale jeśli spojrzymy z daleka możemy zobaczyć jakie jest to nasze odżywianie, jaka jakość snu i ile aktywności fizycznej. Czasem warto przystanąć i zastanowić się jak to wpłynie na naszą przyszłość?

Może lepiej, gdy naszą motywacją będzie chęć poprawy sytuacji a nie MUS, gdy nasze zdrowie odmówi nam posłuszeństwa?

Ważne jest odgórne spojrzenie na nasze życie (wizja). Czy chodzi nam o to, by za 5 lat siedzieć wpatrzonym w monitor, programując kolejne aplikacje?

Co widzisz kiedy myślisz o sukcesie?

Ok.

A co robisz w tym celu?

Ja zaprzęgłam plan 12-tygodniowy. By kiedyś znaleźć się tam, gdzie chcę. I mieć to, co chcę. Zdrowie, rodzinę, karierę. Sukces w wielu obszarach. Zamiast jednego. Zrównoważony rozwój.