pani swojego czasu recenzja

„Najbardziej w świecie chciałabym, żebyś po przeczytaniu tej książki wstała, przeciągnęła się i powiedziała: „Działam”. I zaczęła działać.”

~ Ola Budzyńska

Dla kogo?

Dla każdego.

Ze skupieniem na kobietach, bo jednak niektóre analogie mogą nie trafić do mężczyzn. Zresztą sam tytuł kieruje ją do kobiet.

Dla początkujących w temacie zarządzania sobą w czasie.

Oni skorzystają jednak na niej najbardziej. Książka w przystępny sposób podaje wiedzę z wielu pozycji dotyczących tematu. Ale nie jest to wyciąg z tych lektur. Po prostu autorka opisuje pewien system organizacji, na który przez lata złożyły się pewne metody i techniki.

Czym to się różni? Otóż, gdyby przytaczała różne lektury oraz zawarte w nich porady – system mógłby być niespójny. Bo to nie jest tak, że zawsze wszystko da się spasować, zawsze wszystko gra. Ola opisuje spójny system, mocno praktycznie.

 

O czym?

Powiedziałabym, że większość dotyczy jednak zmiany sposobu myślenia o zarządzaniu czasem. Obala mity, przedstawia powody. Dopiero później rozpoczyna się część poświęcona metodom, technikom. Nawyki, rutyna, małe kroki, cele, planowanie, prokrastynacja – to tylko niektóre podejmowane tematy. Ale znajdziecie tam również rozdziały dotyczące pewności siebie czy strachu. Dopiero ostatni rozdział poświęcony jest krótko narzędziom w formie, np. aplikacji (co jest działaniem celowym).

Nie zawsze zgadzam się z tym, co czytam w lekturach poświęconych tej tematyce. Z różnych metod, technik, wyciągam to, co uważam za najlepsze dla mnie. Testuje, wpinam w swój system bądź rezygnuję. Niektórych rzeczy próbuje więcej niż raz, zanim się uda. Mieszam ze sobą metody. Wynikiem jest mój własny system produktywności, bazujący na tym, co u mnie działa. Nigdy nie będzie w pełni gotowy, bo życie zbyt szybko się zmienia. Coś, co działało zanim na świecie pojawiła się moja córeczka, nie działa teraz. Za to coś, co nie działało, było nietrafione – teraz pomaga.

Nie ma tak, że weźmiesz system, wdrożysz go w całości i nagle pofruniesz w kosmos (ze swoimi celami, zadaniami). Każdy z nas jest inny i każdy potrzebuje czegoś innego. Mimo to łączy nas wspólny mianownik i przyznam, że Oli naprawdę udało się go ująć. Chciałabym trafić na tą lekturę 10 lat temu. Sama doszłam do podobnych wniosków, a lektura tylko utwierdza mnie w słuszności mojego systemu (choć widzę pare punktów do poprawy). Jednak jego budowanie wymagało wielkiej ilości przeczytanych lektur, książek, artykułów. Eksperymentów, testowania, zwątpienia. W książce znalazłabym kwintesencję tego, czego sama musiałam się dowiedzieć. Więcej, do pewnych rzeczy doszłam całkiem niedawno.

Chciałabym trafić na tą lekturę 10 lat temu… oszczędziłaby mi dużo czasu.

 

Jak czytać? 

Chciałabym powiedzieć, że powoli. Krok po kroku wprowadzając opisane tam metody we własne życie.

Ale tak się nie da. Ta książka potrafi wciągnąć. Jest pisana świetnym językiem i jestem pewna, że co niektórzy dosłownie pochłonęli ją w dzień.

Także poradzę inaczej: przeczytaj ją w całości z ołówkiem bądź innym zakreślaczem w ręku (bardzo Ci się przyda!), a potem pracuj z nią przez kolejne miesiące, próbując kolejnych metod, technik, rozwiązań.

 

Jakie wnioski wyciągnęłam z lektury?

Że nie jest źle z moim systemem 😀 A nawet jest bardzo dobrze.

W zasadzie niestety nie wyciągnęłam z niej wiele w temacie poprawek w systemie organizacji, jaki stosuję. Co bynajmniej nie uważam za minus. W sumie się cieszę, że mogłam zweryfikować swoje założenia.

„(…) na kiepskim paliwie nic nie ujedzie. Ani samochód, ani człowiek”

~ Ola Budzyńska

Nie powiem, że po raz pierwszy to słyszę, ale rozdział dotyczący życia w biegu mocno do mnie trafił. Przyznam szczerze, że przez lata traktowałam swój organizm jak worek treningowy. Zamiast dostarczać mu odpowiedniej ilości paliwa (sen, zdrowe jedzenie, sport, itd.), ja ciągle jeździłam na oparach. Byle tylko dotrzeć odrobinę dalej, zrobić coś jeszcze. Zadania były ważniejsze niż sen czy odpoczynek. Jeśli musiałam z czegoś zrezygnować – było to właśnie paliwo dla mojego organizmu (a najczęściej sen…).

Myślę, że wiele osób ma ten problem. Nie traktujemy organizmu jako mechanizmu, który ma działać latami. Nie dbamy o niego, nie dbamy o siebie. Wyciskamy z niego najlepsze soki, a później dziwimy się, odczuwając skutki. Myślimy również, że jesteśmy produktywni. To złudne wrażenie, bo to, co zrobilibyśmy w 15 minut – robimy godzinę, a i tak najczęściej z dużo gorszym rezultatem. A potem dziwimy się, ile osiągają inni. Zwalamy to na nasz „brak czasu”. A przecież każdy z nas ma te same 24 godziny.

„To, że ciągle coś robimy i gdzieś biegniemy, nie oznacza, że robimy to z sensem lub robimy coś, co nam służy”

~ Ola Budzyńska

Prywatnie nie czuję się przeciążona ilością zadań. Pogodziłam się już, że zawsze jest ich za dużo. Każdego dnia staram się robić to, co najważniejsze. Sprawia to, że zazwyczaj nie jestem obciążona w ostatniej godzinie deadline’u, co akurat u mnie zawsze powodowało duży stres. Wiem, że nie jestem w stanie zrobić wszystkiego. Co więcej, nie mam zamiaru tego robić.

Owszem co jakiś czas zdarza mi się wpaść w taki rytm. Praca, praca, praca… I w zasadzie lubię pracować, lubię być zajęta. Tym trudniej odpuszczać. Jednak mając dziecko chcę, żeby mogło pobiegać po podwórku na wsi. Zwłaszcza przy takiej pogodzie, jaka była w zeszły weekend. Nie zmuszę jej do siedzenia w mieszkaniu w bloku, bo mama chce popracować. Wiem, że mogłam w ten sposób zdziałać więcej, odhaczyć więcej zadań. A tak spędziłam miły weekend z dzieckiem i rodziną. Był grill, były spacery. Była też praca, z ławeczki w cieniu drzewka. Dokładnie w ten sposób powstaje ten fragment wpisu. Siedzę na rozkładanym fotelu, pod drzewkiem, w plecy grzeje mnie słoneczko, przebijające się przez liście, a z boku owiewa chłodny wiaterek. W takich warunkach to można pracować! 😀

Kiedyś miałabym z tego powodu wyrzuty sumienia. Zadania czekają, a ja wyjechałam na weekend. Zawsze miałam tendencje do robienia dużej ilosci rzeczy. Najlepiej naraz. Nadal wyznaczam wiele celów i szczerze mówiąc to obszar, nad którym muszę pracować. Ale jednocześnie teraz nie trzymam się tak mocno planu początkowego, daje sobie „luz”. I jest to dużo zdrowsze podejście!

„Miej cele, ale nie wykuwaj ich w betonie”

~ Ola Budzyńska

 

Kilka wybranych cytatów

„Jeśli przed zaplanowaniem działań nie pomyślisz o efekcie, otrzymasz to, co uda Ci się zrobić, a nie to, co chcesz osiągnąć”

„Brak czasu nie jest usprawiedliwieniem, ponieważ coś takiego jak brak czasu nie występuje, jeśli zajmujesz się tym, co naprawdę ważne. Jeśli odkładasz coś ważnego, a zajmujesz się drobiazgami lub sprawami, których ani Ty nie zauważasz, ani nikt inny nie dostrzega – oznacza to, że masz czas, ale poświęcasz do na niewłaściwe działania”

„Największymi rozpraszaczami są zadania, które nad Tobą wiszą i których jeszcze nie wykonałaś”

„Porządek – jak bałagan – nie robi się sam. Odkładaj na miejsce”

„Nie czekaj z działaniem, aż przestaniesz się bać. Bo nie przestaniesz”

 

Zachęciłam Was do sięgnięcia po tą lekturę? A może już ją znacie i chcielibyście podzielić się refleksjami na jej temat?

 

P.S. Książkę możesz znaleźć TUTAJ (link bynajmniej nie afiliacyjny 😉 ).