Przepraszam, ale muszę zrobić przerwę, jeśli chodzi o blogowanie na Nettelog. Mam nadzieję wrócić z wpisami z początkiem czerwca 😉

Dlaczego?

Od początku blogowanie miało być dla mnie odskocznią i przyjemnością. Chciałam dzielić się wiedzą, doradzać, pomagać. W większej skali niż dotychczas. Pisałam o tym m.in. we wpisie powitalnym na blogu.

I rzeczywiście tak jest. Dużo łatwiej odesłać do artykułu, który napisałam na dany temat zamiast pisać po raz setny to samo indywidualnie. Tym bardziej, że w artykułach przedstawiam rozwiązania krok po kroku, dodając screeny, przykłady, itp. Wygodnie jest odsyłać do nich zamiast pisać po raz dziesiąty to samo.

Problem w tym, że zamiast dwóch pytań zaczęłam ich dostawać dziesiątki… W tym często w temacie programowania – czego owocem była najpierw grupa wsparcia, a następnie blog programistyczny.

W grupie również staram się pomagać, dzielić wiedzą, itd. Tyle, że już nie 10, 100 osobom… Grupa liczy ich prawie 3000 (w Święta przekroczyła 2500, a patrząc na tempo napływu nowych osób do majówki będzie nas 3000).

Wszystko to robię w ramach drzemek 10-miesięcznej córeczki bądź też wieczorem kiedy mąż przejmuje opiekę nad dzieckiem. A raczej przejmował…

Problem polega na tym, że kupiliśmy mieszkanie. Do remontu. I teraz z pracy jedzie do mieszkania, ale nie tego. O co bynajmniej (z wiadomych przyczyn) nie mam pretensji 🙂

Remont, lada moment przeprowadzka. Do tego projektowanie mieszkania i milion wyborów, rzeczy do dopilnowania… Dodatkowo dwa blogi, grupa wsparcia programistycznego, konkurs programistyczny w ramach, którego tworzę aplikację webową (od zera…).

Przepraszam, ale tak dłużej nie mogę i muszę coś odciąć.

 

Dlaczego padło na Nettelog?

Mam swoją listę priorytetów, obszarów nad którymi się skupiam w danym okresie. Jest ich sporo. Ale są uporządkowane pod kątem ważności. Jeśli zaczyna brakować mi czasu – odcinam kolejne pozycje, zaczynając od końca listy.

 

Aktualnie moimi priorytetami pozostały:

  1. Dziecko
  2. Nowe mieszkanie: remont, urządzanie & przeprowadzka
  3. Konkurs programistyczny & aplikacja, którą tworzę

oraz do niedawna: 4. Blogowanie

 

To nie są moje priorytety życiowe. To priorytety na najbliższy okres (połowa/koniec maja). Potem nastąpi solidne przetasowanie. Chwilowo nawet Zdrowie wylądowało poza listą. Nie mam czasu na siłownię i zajęcia fitness…

 

Pewnie część z Was uważa, że powinnam odpuścić konkurs. Każdy z nas ma jednak swoją listę wartości. Moja stawia konkurs, którego wymagania spełnię za max. 3 tygodnie przed innymi celami. Brakowało mi takiego wyzwania. Jeśli całe moje życie miałoby teraz krążyć wokół dziecka, porządków, przeprowadzki, mieszkania, zakupów, jedzenia, zdrowia… zwariowałabym. Potrzebuje innych bodźców. Kocham czas spędzany na programowaniu.

Dlatego właśnie taki a nie inny wybór priorytetów. Mam swoją wizję życia, obszary, w których się rozwijam, by przybliżać się do MOJEJ wizji.

 

W zasadzie określenie SWOJEJ WŁASNEJ wizji życia nie jest w dzisiejszych czasach rzeczą prostą. Cieszę się, bo sama zrobiłam to lata temu, więc jest poniekąd zweryfikowana latami rozważań czy to TO. Choć i mi zdarzało się skręcić. Jesteśmy bombardowani informacjami nt. tego, jak MOGLIBYŚMY spędzić nasze życie. Jakie nasze życie mogłoby być wspaniałe. Podróże, sukcesy, kariera zawodowa, imprezy, sukces i to uczucie, gdy znajdziecie się na szczycie <3

Problem w tym, że każdy z nas ma inną definicję sukcesu. I jeśli damy sobie wmówić, co POWINNO być dla nas sukcesem – liczmy przynajmniej na to, że ktoś zdąży nam wmówić, jak mamy się poczuć na szczycie… Inaczej poczujesz pustkę. Zresztą pisałam już na ten temat w artykule „Kiedy łatwy dostęp do wiedzy staje się przekleństwem & O dążeniu do celów słów kilka”.

 

Czasami mam w głowie wizję IDEALNEJ mamy i pani domu. Wstawać rano, by zrobić mężowi śniadanie do pracy. Zajmować się dzieckiem cały dzień z uśmiechem na twarzy. Sprzątać, prać, gotować. Mieć mieszkanie błyszczące czystością i idealnie zbilansowane posiłki na każdy dzień. Do tego mieć czas oczywiście na aktywność fizyczną, wizyty u kosmetyczki, fryzjerki. Oczywiście idealna garderoba. Zastanawiam jak udałoby się pogodzić czyste koszule z opieką nad małym dzieckiem, ale to już inna sprawa.

Oczywiście do tego wszystkiego dalej być niezależna finansowo od kogokolwiek – więc pewnie trzeba by w tą dobę wrzucić jeszcze jakąś pracę zawodową. No, ale skoro mam się zajmować cały dzień dzieckiem to pewnie musiałaby być w pełni zdalna, a ja pracowałabym jak teraz – w drzemki oraz wieczorem i w nocy. Przy czym musiałabym się w niej spełniać. Nie potrafię odbębnić swojego i wyjść z pracy. Zawsze to było dla mnie kryterium wyboru pracy, drogi.

No i oczywiście czas dla rodziny – mieć zawsze czas dla dziecka i męża. No bo jak można inaczej!

No i czas dla siebie. Czas na relaks z książką w ręku, najlepiej na balkonie albo (skoro już lecimy po bandzie) to w dużym ogrodzie obok domu. Cisza, spokój, książka, kawa i ja.

 

Fajna wizja, co? Problem w tym, że chyba nie do spełnienia. Nigdy. NIE DA SIĘ ZROBIĆ WSZYSTKIEGO. A zrobienie tego, co opisałam jest fizycznie nie do pomieszczenia w dobie. Z czegoś muszę zrezygnować. Można MIEĆ to wszystko. I kiedyś mi się to uda. Ale nie da się ZROBIĆ tego wszystkiego. I z tym już się pogodziłam 😉

Co ciekawe nigdy w tej wizji nie widzę, by moje dziecko idealnie spełniało moje oczekiwania. I jeśli kiedykolwiek zacznę jej takowe narzucać – mam nadzieję, że ktoś mnie kopnie w tyłek. Zawsze będę ją wspierać w rozwoju, ale nigdy nie mam zamiaru narzucać jej swojego planu.

 

Jaki jest mój plan na najbliższy okres?

Skupić się na dziecku, które od poniedziałku zaczyna adaptację w żłobku.

Może to też wpłynęło na problem z wpisami w ostatnich tygodniach. To ostatnie chwile, gdy spędzam całe dnie z dzieckiem. Nie ma już też trzech drzemek dziennie, a jedną (max. dwie – jeśli coś przerwie tą pierwszą). Mój czas się skurczył. Lista obowiązków również musi.

Oczywiście nadal zadania związane z remontem, urządzaniem mieszkania i przeprowadzką.

Tu mam nadzieję przeprowadzić się przed końcem maja, ale wiadomo, że wykańczanie mieszkania potrwa pewnie jeszcze dłużej.

Konkurs programistyczny & rozwój aplikacji

Konkurs w skrócie polega na rozwijaniu aplikacji i prowadzeniu bloga programistycznego. Aplikację rozwijam 10 tygodni i w każdym tygodniu publikuje dwa artykuły: jeden raport z postępów prac, drugi w tematach około-IT. Aktualnie zaliczyłam 7 z 10 tygodni prac. Zostały niecałe trzy.

Wiem jednak, że nie wyrobię się ze skończeniem aplikacji. Zakładam, że będę kontynuować jej rozwój nawet po zakończeniu zmagań w konkursie. Ale być może zrobię sobie przerwę chociaż na przeprowadzkę.

Jeśli interesuje Cię ten temat zapraszam do obserwowania moich zmagań w konkursie. Znajdziesz tam również DEMO mojej aplikacji, które jest już publicznie dostępne. Wpisy konkursowe znajdziesz TUTAJ.

 

Ponieważ Zuza zaczyna adaptację w żłobku, zakładam, że od połowy maja/czerwiec powinnam mieć trochę więcej czasu. Wtedy zamierzam skupić się m.in. nad:

Wyrobieniem jakiegoś zapasu wpisów na najbliższy okres.

Od lipca wracam do pracy zawodowej. Wiem, że będzie to jeszcze cięższy okres. Zwłaszcza jeśli idzie o dostępność czasu. Chcę zabezpieczyć fronty 🙂

Ogarnięcie się 😀

Bo poniekąd działam teraz w „trybie awaryjnym”. Jest to dla mnie bardzo intensywny okres. Robię to, co najważniejsze i niestety coraz więcej zadań zalega na listach albo chwilowo z nich wylatuje. Brakuje mi czasu na takie zatrzymanie się i poprawienie nawarstwiających się problemów. I mogę sobie na to pozwolić, choć nie polecam takiego podejścia w dłuższym okresie czasu. Dlatego nazywam to trybem awaryjnym, gdzie awaryjny = niestały, tymczasowy.

Zdrowie

Powrót na siłownię. Zaległe badania i wizyty kontrolne.

Ponieważ wracam do pracy przyda mi się też konkretne odświeżenie garderoby 😀 Ostatnie chwile na zadbanie o siebie i …

Relaks 🙂

Mam nadzieję, że uda się jeszcze wyjechać na jakiś urlop. Mazury. Morze. Marzę o ciszy, spokoju i odcięciu od tych wszystkich codziennych obowiązków i spraw, które mam teraz na głowie, a od których jeszcze chwilowo nie mogę się odciąć.

Tak, wiem. MOGĘ WSZYSTKO, NIC NIE MUSZĘ. Tyle, że CHCĘ mieć również własne mieszkanie. Więc jeśli teraz strzelę focha na cały świat i powiem, że chcę odpocząć… no, nie da się mieć wszystkiego. A sama jestem już poniekąd przyzwyczajona do takiego hard core’u. I jeśli widzę datę końcową – daję radę 😉 Nie mogłabym tak funkcjonować całe życie. Ale kilka miesięcy – nie widzę problemu.

 

Eh.. miało dzisiaj nie być wpisu. A wyszedł jeden z tych dłuższych. Przepraszam, jeśli uznacie, że jest chaotyczny. Ale jest w pełni zainspirowany chwilą i nie chciałam go mocno poprawiać. Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś również dla siebie 😉

Następnego artykułu na blogu spodziewajcie się w czerwcu 🙂