Jakiś czas temu pisałam o tym, jak działam i realizuje swoje cele oraz plany. Obiecałam Wam, że napiszę jak to wygląda od strony praktycznej, od strony aplikacji 😉

Długo zastanawiałam się, od której strony to ugryźć. Tym razem postanowiłam wyjść od szczegółu do ogółu, przedstawiając moją pracę z poszczególnymi aplikacjami. Dopiero na koniec zbiorę to w jeden wpis, w którym odwołam się do pozostałych artykułów i zamknę opis tego systemu.

 

Dziś na tapetę pójdzie:

Google Calendar

Nozbe to obok Google Calendar, jedyna aplikacja do której zaglądam codziennie.

Tak, zaglądam do niego codziennie. Niezmiennie od wielu lat.

Na temat samego Google Calendar zdarzyło mi się już pisać (tag: google calendar). Np. jak planuje czas z wykorzystaniem kalendarza + praktyczne wykorzystanie w tym celu Google Calendar (video). Wspominałam również, że to jedna z 24 najważniejszy aplikacji na moim telefonie. Zapoznaj się zwłaszcza z pierwszymi dwoma. Będę do nich często nawiązywać. A przynajmniej z filmikiem:

Tylko proszę o wyrozumiałość. To był mój pierwszy filmik na kanale Youtube. Miałam niesamowitego stresa 😉

Interfejs aplikacji Google Calendar również mocno się zmienił od czasu publikacji filmiku:

google calendar

Moje zasady działania również. Co nie znaczy, że były złe. Były dobre na czas, w którym je stosowałam. Gdy przestały się sprawdzać – wyłączyłam je. Potem do nich wróciłam. Aktualnie cześć znowu uległo zmianie 😉 I tak powinno być. System dostosowywujemy. Nie trzymamy się go uparcie niezależnie od okoliczności.

Pod filmikiem pojawiło się pytanie:

„Nie masz dzieci??? nie? ;)”

Przyznam, że bardzo słuszne 😛 Z tego poniekąd wynikały kolejne modyfikacje systemu. Po narodzinach Zuzi odeszłam w ogóle od planowania bloków zadań. Męczyło mnie to psychicznie, bo najzwyczajniej w świecie nie byłam w stanie przewidzieć czy w piątek o 14:00 będę mogła zrobić to, co sobie zaplanowałam (pisałam o tym w wpisie dotyczącej rutyny z 8 tygodniowym dzieckiem). Na znaczeniu zyskało Nozbe. To tam ustawiałam zadania w kolejności w jakiej chciałam je realizować, gdy tylko znalazłam czas.

Oczywiście w kalendarzu Google nadal rezerwowałam czas na spotkania, wizyty u lekarzy, położnej, itp. Wszystkie terminy nieprzesuwalne. Do planowania w blokach, opisywanego na filmiku wróciłam w styczniu 2017. Z jakiegoś powodu (uregulowanie rutyny dnia Zuzi?) stało się to realniejsze. Jednak już w marcu odpuściłam ten sposób.

Jakim cudem ja to wszystko pamiętam? Nie pamiętam, przeglądam właśnie swój kalendarz i wiem 😉

Teraz w moim kalendarzu znajdują się głównie:

  • wizyty u lekarzy, spotkania, terminy nieprzesuwalne,
  • praca – zadanie cykliczne, powtarzane codziennie, bazując na nich planuje cały tydzień pod kątem: o której wychodzę do pracy, o której wracam, kiedy zostanę dłużej, a kiedy chcę wrócić wcześniej, kiedy wolne,
  • wszelkie webinary, Live’y, spotkania online, w których mam zamiar wziąć udział,
  • planowane zakupy, wyjazdy.

Dzięki temu pewne rzeczy mogę połączyć razem, wykonać w optymalnej kolejności. Skoro wybieram się w miejsce X to może warto odwiedzić Y i załatwić Z, zamiast zajmować się tym w różne dni?

Często do zadań dodaję „przypomnienie”. Skoro system może pamiętać za mnie – czemu mam z tego nie korzystać?

Pozostawiłam również kodowanie kolorem 😉

 

Używanie bloków zadań ma swoje plusy. Warto jednak zdawać sobie sprawę, że czasem tak skupiamy się na samych blokach, że nie zauważamy najważniejszych zadań, które nam uciekają, ponieważ nie są do realizacji w ramach żadnego z tych bloków.

Ot, takie ostrzeżenie, bo i tak uważam, że warto. Tj. łączenie zadań w bloki jest jak najbardziej produktywne! Chodzi mi tylko o ustalanie z góry jakimi blokami kiedy się zajmujesz.

Z łączenia zadań w bloki korzystam regularnie. Np. to już drugi artykuł, który piszę dzisiaj – od rana zajęłam się blokiem zadań pt. Pisanie 😉 Dopisuje mi wena, więc realizuję kolejne tematy. Jedyna różnica polega na tym, że zajęłam się pierwszym zadaniem bo nabrało na ważności. Nie dlatego, że kiedyś zabookowałam dwie godziny na pisanie w piątek rano. Gdyby na mojej liście było dzisiaj ważniejsze zadanie – zaczęłabym zapewne od niego. A już na pewno, jeśli zakładałabym mocno ograniczony czas.

 

Poza powodami, które wymieniłam, z planowania bloków zadań w kalendarzu zrezygnowałam z jeszcze jednej przyczyny. Bloki w kalendarzu planowałam z dwóch powodów:

  • plan – którego po pojawieniu się dziecka i tak było ciężko się trzymać co do godziny,
  • historia – mogłam obserwować na co poświęciłam najwięcej czasu, gdzie poświęciłam go mało.

Z punktem pierwszym stało się krucho. Często przesuwałam bloki zadań, modyfikowałam je, usuwałam. Więcej zabawy niż pożytku.

W przypadku drugiego punktu – wszystkie informacje historyczne zapewnia mi w tej chwili Toggl. Poświęcę mu kolejny wpis.

Zaprzęgłam również kolejną aplikację, z której korzystam głównie gdy mam dzień wolny, albo przez jakiś czas chcę się wbić w pewną rutynę dnia, z której z jakiegoś powodu wyskoczyłam (ciężki okres czasu, itp.). Aplikacja ta nazywa się Goalist i pozwala mi planować głównie czas, którego nie spędzam przed komputerem (no, bo jednak większość moich celów wymaga tego narzędzia 😉 ). A tym, co robię siadając do komputera decyduje Nozbe.

 

Masz jeszcze jakieś pytania odnośnie Google Calendar i planowania z nim czasu? Co sądzisz o tej aplikacji? A może z niej korzystasz?