chciec-mniej

Recenzja „Chcieć mniej. Minimalizm w praktyce” autorstwa Katarzyny Kędzierskiej z bloga Simplicite.

„W minimalizmie (…) chodzi o eliminację z życia tego, co zbędnę, i zrobienie miejsca dla tego, co bardziej wartościowe, wybrane świadomie”

~ Katarzyna Kędzierska

To będzie bardzo osobista recenzja. Wyciągnięte wnioski obrazuję przykładami z własnego życia. Mam nadzieję, że Was nie zanudzę i również wyciągniecie z tego artykułu coś dla siebie. Choćby motywację do zakupów… zakupu książki oczywiście 😉

Idea minimalizmu spodobała mi się odkąd pierwszy raz się z nią zetknęłam. A było to chyba właśnie na blogu Simplicite. Uznałam jednak, że choć kusząca nie jest dla mnie, że nie nadaję się na minimalistkę.

Trochę mocniej zainteresowałam się tematem po lekturze książki Leo Babauty „Zen to done” (recenzja). Skusiłam się na książkę Katarzyny Kędzierskiej z kilku powodów. Jednym z nich była ciekawość. Blog Simplicite poznałam spory czas temu. Wzięłam udział w organizowanym przez autorkę Wyzwaniu Minimalistki. Co więcej, moje konto na Disqusie założyłam po to by móc komentować na tym blogu. A przez długi czas komentowałam tylko ten blog.

Jakie wnioski wyciągnęłam z lektury?

Wcześniej minimalizm jawił mi się jako taka utopia, idea niemożliwa do osiągnięcia. Zastanawiałam się również „po co”. Książka pomogła mi zrozumieć.

Pierwsze rozdziały dotyczą podejścia, sposobu myślenia minimalisty. Szczerze mówiąc, czytanie nieraz wywoływało we mnie mocne uczucie bólu. Umysł buntował się przeciwko opisywanemu podejściu. Podejściu mocno opartym na takich słowach jak: minimalizuj, eliminuj, zwolnij

O ile pierwsza część książki skupia się na podejściu, myśleniu, kupowaniu i idei minimalizmu – o tyle druga jest mocno praktyczna. Autorka przedstawia sposoby na pozbycie się wszystkiego, czego chcemy. Zwraca uwagę na jakie problemy czy trudności możemy się natknąć (np. opinie innych, sentyment) i uczy, jak postępować by mimo wszystko misja zakończyła się sukcesem.

Bardzo podoba mi się opisany test użyteczności: uważasz, że warto coś zostawić? To korzystaj z tego. Nie? Pozbądź się tej rzeczy. Przykładowo ubranie, którego nie chcemy się pozbyć z szafy bo a nuż się przyda. Ubierz się w nie i wyjdź z mieszkania. Nie jesteś w stanie tego zrobić? Więc wiesz co robić 🙂

Genialne w swojej prostocie. Mam zamiar niedługo wypróbować.

Największe znaczenie miał dla mnie rozdział dotyczący diety informacyjnej i FOMO. To nad tym obszarem chciałabym najbardziej popracować. To prawda, że ilość informacji w dzisiejszych czasach może być przytłaczająca. Świetnie znam też efekt FOMO (Fear of missing out). Nie jest tak łatwo się z niego wyleczyć, ale spróbuję.

Muszę przyznać, że z podejścia „minimalizm brzmi fajnie, ale nic ponadto” przeszłam do chęci wprowadzenia jego zasad w życie. Ale dokładnie w postaci opisywanej przez Katarzynę Kędzierską. Ten zdrowy minimalizm 🙂

„upraszczać należy tak bardzo, jak to tylko możliwe, ale nie bardziej”

~ Albert Einstein

 

Muszę przyznać, że dość szybko odczułam wpływ lektury na swoje życie. W zeszłym miesiącu miałam dwa wesela. Przed pierwszym z nich (wesele mojej siostry) musiałam zrobić zakupy. I to tak naprawdę w ostatnich dwóch tygodniach.

Sukienkę kupiłam w pierwszym sklepie, do którego weszłam. Jak pomogła mi w tym książka? Otóż, autorka uświadomiła mi, że cierpię na problem z szukaniem „czegoś lepszego”. Podoba mi się dana rzecz, ale nie kupię jej, bo za rogiem może czekać jeszcze lepsza! Znacie to?

Nie cierpię zakupów – naprawdę! Ale (niestety) jeśli szukam czegoś konkretnego potrafię chodzić godzinami, by ostatecznie i tak niczego nie wybrać (ew. wybrać milion innych rzeczy, ale nie to po co przyszłam).

Tak, zdecydowanie jestem targetem tej lektury. Może dlatego uważam, że wiele z niej wyniosłam?

Szukając sukienki na wesele po raz pierwszy wybrałam coś, co było wystarczająco dobre. I nie żałuję tego zakupu nawet teraz – co często zdarzało mi się to wcześniej (nawet po wielogodzinnych maratonach).

Moim kolejnym osiągnięciem było skrócenie czasu podejmowania decyzji.  Częściowo wynikające z wyjścia z założenia, że jeśli nie będzie pasować – zwrócę. Wiem, dla części z Was może się wydawać to naturalne. Ale ja baaaardzo rzadko zwracam przedmioty. Pamiętam, że wpisałam to na listę mojego wyzwania minimalistki. I to był jeden z punktów, którego wtedy na pewno nie odhaczyłam. Za każdym razem wymaga to ode mnie wyjścia ze strefy komfortu. Tym razem było to jakby łatwiejsze 😉

I tak, zwróciłam kilka rzeczy po tym maratonie zakupowym 🙂

To nad czym zdecydowanie muszę popracować to sprzedaż rzeczy. Nigdy nie sprzedałam online żadnej swojej rzeczy. Poważnie. Aż wstyd się przyznać, ale mam z tym problem. Pół roku temu podjęłam kwietniowe wyzwanie u Oszczędnickiej. Chodziło o pozbycie się 100 rzeczy. Zebrałam ponad 50. Część z nich wywiozłam do domu, a kilkadziesiąt książek stoi w kącie w przedpokoju. Tak, łudziłam się, że to sprzedam.

Ufff… straszna jestem, co?

Tak naprawdę nigdy nie miałam problemów z miejscem aż do zeszłego roku. Rzeczywiście jest tak jak opisuje autorka. Wyprowadziłam się z domu kiedy zaczynałam studia. Nie miałam dużo rzeczy, spokojnie mieściły się w pokoju akademickim. Potem zaczęłam pracować, kupować coraz więcej. W międzyczasie przeprowadziłam się do kawalerki. Więcej miejsca, więc trzeba je zagospodarować. Potem sporo większe mieszkanie, gdzie gromadziłam kolejne rzeczy.

W zeszłym roku przeprowadziliśmy się do mniejszego mieszkania. I to było ciężkie. Nadal jest, choć wymyśliłam pare rozwiązań, np. część rzeczy wyjechało do domu (tak, tym też się zajmę jak odgruzuję mieszkanie 😉 ), część wylądowało w workach próżniowych, pod łóżkiem w sypialni czy też w pudłach na szafach.

Dało się upchnąć? Dało. Sprytne, co? No, nie bardzo… Bo niedługo czeka nas kolejna przeprowadzka. Mój księgozbiór się zwiększył (ku zgrozie mojego męża). W sumie nie wiem, gdzie to upchnęłam – pewnie wywiozłam część starszych lektur do domu.

Żeby nie było, nie jest ze mną tak źle 😛 Ja po prostu nie lubię wyrzucać rzeczy, kiedy można jeszcze coś z nimi zrobić, ew. sprzedać. A na bawienie się ze sprzedażą zazwyczaj brakuje mi czasu. W końcu mam ważniejsze zadania na głowie, co nie?

Widzicie tu pewien problem? Bo ja nie do końca go dostrzegałam póki nie przeczytałam czarno na białym 🙂 Autorka książki opisuje takie przypadki. Oczyszczasz przestrzeń, ale nie wyrzucasz rzeczy bo sprzedaż/przerobisz/oddasz/wywieziesz. I te rzeczy leżą sobie i leżą. W najlepszym przypadku rzeczywiście wywieziesz gdzieś te rzeczy – no, zależy dla kogo najlepszym. W najgorszym – trafiają one z powrotem na półkę, do szafy, itd.

U mnie rzeczy, które są spakowane na sprzedaż, nadal stoją spakowane – jest plus.

Uczcie się na moich błędach. Muszę przyznać, że mam świetny porządek w swoich systemach, dokumentach, celach i zadaniach, ale zdecydowanie to uporządkowanie nie przenosi się na moją przestrzeń. I to nad tym będę chciała popracować.

 

No tak, ale teraz wypisuje milion zobowiązań i wniosków z lektury, ale czy coś z tym zrobię? Jako, że obligacja zewnętrzna jest dla mnie mocnym motywatorem obiecuję za 3 miesiące (a może wcześniej?) wyspowiadać się ze swoich postępów (już ustawiłam sobie odpowiednie zadanie w Nozbe 😉 ).

Bynajmniej nie mówię, że zrobię wszystko. Ale mam nadzieję, że dużo.

A skoro już o Nozbe mowa.

„Proces konsekwentnego oczyszczania przestrzeni można potraktować jako projekt, którym trzeba się zająć.”

~ Katarzyna Kędzierska

A że ja lubię zajmować się projektami już rozpisuje projekt zainspirowanych lekturą. Kiedy skończę – podzielę się nimi z Wami na blogu. A nuż komuś się przyda.

A potem oczywiście przystąpię do realizacji 😉

 

Na koniec kilka wartych uwagi cytatów z książki:

„To, że dużo wydajesz nie oznacza, że żyjesz bardziej i mocniej. Oznacza tylko, że dużo wydajesz”

„Zakupy to jak zabawa w kotka i myszkę ze specjalistami od marketingu. Mamy wrażenie, że jesteśmy kotem, który poluje na fajne okazje, a tak naprawdę jesteśmy myszką i to sprzedawcy polują na zawartość naszego portfela”

„Jednocześnie tak samo jak nie upraszczasz życia dla samego faktu upraszczania, tak nie gromadź pieniędzy dla samego faktu gromadzenia. Niech pieniądze nie będą celem samym w sobie”

„Mniej przedmiotów równa się mniejszej potrzebie pieniędzy, to z kolei oznacza mniej pracy. Odzyskuję czas, który mogę przeznaczyć na sprawy, które w danej chwili są dla mnie ważne”

„Eliminuj zbędne przedmioty, dopóki będziesz odczuwała taką potrzebę, ale nie dłużej”

„Nie wpuszczaj do swojego świata toksycznych ludzi i toksycznych informacji”

„Określ swoje potrzeby, wyznacz budżet i spokojnie, we własnym tempie szukaj, aż znajdziesz. Bądź elastyczna, ale nie gódź się na bylejakość”

 

Informacje o autorce możecie znaleźć pod tym linkiem.

Link do strony książki na Ceneo

Ósma recenzja w ramach mojego osobistego wyzwania książkowego.

 

Zachęciłam Was do sięgnięcia po tą lekturę? A może już ją znacie i chcielibyście podzielić się refleksjami na jej temat?

Nie wiem jak Wy, ale ja mam zamiar jeszcze nieraz do niej wracać. By zakorzenić te podejście w życiu. Co jak co, ale akurat w moim przypadku przydałoby się „chcieć mniej”. Nie tyle w sensie materialnym, ile pod kątem wyznaczanych sobie celów czy zadań.

Jak Wam się podobają moje wnioski z lektury? Wyciągnęliście coś dla siebie?